Bractwo Czarnego Sztyletu
WITAMY!


Forum RPG
 
IndeksIndeks  PortalPortal  FAQFAQ  GrupyGrupy  ZalogujZaloguj  RejestracjaRejestracja  

Share | 
 

 Lexie story

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Lexie



Krwiczka : jak na razie niczyja
Ubranie : schludne
Wygląd : nieprzeciętny

PisanieTemat: Lexie story    Sro Sie 29, 2012 9:07 pm

Prolog

Wszystkie wspomnienia jakie ma, są szare, smutne i nieszczęśliwe. Całe jej życie, to mrok... przynajmniej to, które wiodła do tej pory.

Kolumbia. Czas gdy rozpoczęła się kolonizacja tych terenów przez Europejczyków, okazał się szczęśliwy, dla rodziny Lexie. Jako, że była drugim dzieckiem swych rodziców i do tego dziewczynką, miała lepiej niż jej brat Dragon. Lexie była rozpieszczana, ale za to posłuszna i przecudnie urocza. Gdy jej starszy o 10-15 lat brat przechodził swoja przemianę, bardzo się o niego troszczyła. Fakt, nie znosiła dziewczyny, jaką wybrali dla niego rodzice, ale tylko dlatego, że robiła jaj konkurencje. Krwiaczką Drago, był ładną dziewczyną i równie dobrze wychowana co Lex. Po długiej rozmowie ze swym kochanym braciszkiem, jakoś zaakceptowała fakt, że oni będą razem, bo są dla siebie stworzeni, o i git, krzyż im na drogę.
Gdy przyszedł czas jej przemiany, okazało się, że wystąpiły da problemy. Pierwszy, że matka jest znów w ciąży, drugi, że jest problem ze znalezieniem godnego samca dla Lexie. A to dlatego, że dziewczyna był z dobrej,wysoko postawionej rodziny i do tego wszystkiego, nie chciała żyć jak wszystkie samice. Lexie już wtedy pokazywała, na co ją stać, gdy czegoś chciała. Potrafiła owinąć sobie samców wokół palca. Swoją cnotę straciła więc dość szybko, co nie ucieszyło rodziny. Ona jednak twierdziła, że to doświadczenie, wzbogaci jej osobowość. Kajał się przed rodzicami, wiedząc, że tego od niej oczekują, wtedy była jeszcze miłą dziewczynka, która tylko wykorzystywała kobiece walory, nic więcej. Ta dość trudna sytuacja zmusiła ich do opuszczenia Kolumbii, na dobre.

Podróż do Europy, na statku trwała wieki. jednak, rodzina Lexie, miała sporo złota, co dało im możliwości, jakich nie mieli w Ameryce. Europa była rajem dla takich bogaczy jak oni. Znalezienie pięknej posiadłości w środku Starego kontynentu, nie zajęło wiele czasu.
Rok po osiedleniu się, znaleziono, dla Lex odpowiedniego samca. Jak na bufona z nienaganna peruka a głowie, wydawał się sympatyczny, a skoro rodzina sobie tego życzyła lex traktowała go z szacunkiem. Drago i jego krwiaczka, mieli niezły ubaw widząc, jak młodsza siostrzyczka, musi się do niego umizgiwać. Lexie to jednak nie przeszkadzało, lubiła męskie towarzystwo, a po przemianie, którą pamięta, jak prze mgłę.. wszystko się tylko pogłębiło.
Kilka dni przed przemiana urodziła się jej siostra Magna, co na dobrą sprawę odwróciło jej uwagę od tego, co miało nadejść. jednak, to co nieuniknione, zawsze się wydarza i tak tez przyszła pora na nią. Jej samiec, był nawet bardzo pomocny, ale gdy doszło do kwestii rozdziewiczenia jej, bardzo się zdziwił i chyba obraził. Bo po tym jak się dowiedział, że nasza samiczka nie jest towarem niemacanym, uznał, że on chcę nietkniętą samicę.. a chuj Ci w oko To było jedyne zdanie, jakie do niego po wszystkim powiedziała.
Przemiana i całe to zajście z samcem niewiele ja obeszło, miała teraz na głowie inne fajne rzeczy, czyli swoja siostrzyczkę. I ona jak i Dragon oszaleli na punkcie małej Magny. To było złote dziecko, które cała rodzina pokochała. Nikt nie miał chyba tak dobrze, jak ten mały trzpiot. Cała rodzina była szczęśliwa. Sielankowe życie jakie toczyli we Francji, bardzo odpowiadało Lexie. Miała tu wielu adoratorów, dzięki swej orientalnej urodzie i nienagannym manierom. Znalezienie samców chętnych do jej pojenia, nie było kłopotem.
Lata mijały, jednak nasza samiczka nie znalazła sobie stałego partnera, uspakajała rodzinę, że to tylko kwestia czasu, jednak prawda była taka, że zasmakowała w wolności i nie chciała się ograniczać. Magna równie szybko przeszła swoja przemianę jak Lex. Obie siostry były sobą zauroczone i żadna nie umiała odmówić niczego tej drugiej. Wspólne zabawy i bale, na których robiły z samcami co chciały, stały się ich główną rozrywka. magna chciała być taka jak lex, robiła wszystko by dorównać siostrze. Nie oznaczało to jednak jakieś zażartej rywalizacji, po prostu, razem się dobrze bawiły.
Gdy Lexie miała jakieś 95 lat pojawiła się ich kolejna siostrzyczka Aqua. Nowy nabytek w rodzinie. I od tamtej pory wszystko zaczęło się zmieniać. Najpierw Magna i Lexie i Drago zostali odsunięci na boczny tor, nie zraziło to ich do rodziców, dało za to wielka swobodę, co nie zawsze umieli wykorzystać, dobre dzieci swych rodziców. Później zaczęły się negocjacje z przyszłym samcem dla młodej.
A szlak wszystko trafił podczas uroczystości z okazji urodzin Dragona. Lexie miała wtedy jakieś 100 parę lat. Aqua naskarżyła, że Magna i Lexie były dla niej złe i ciągnęły 15-łatkę za włosy, specjalnie i takie tam. Obie miały zostać za to ukarane. Wybłagały jednak by być na urodzinach brata. Przyjecie zaczęło się o zmroku, goście tłumnie się zebrali i czekali na solenizanta, który miał małą obsuwę, bo sobie dogadzał, ze swoja krwiaczka, ale nie to było istotne. Lexie i Magna mogły zejść dopiero na wręczanie prezentów. Słyszały, jak wszyscy witają spóźnialskiego Dragona i rozpoczyna się najlepsza zabawa.
To był ostatni dzień, w którym widziała rodzinę. Późniejsze wydarzenia wieczoru, toczyły się szybko i wyryły w jej sercu, głęboka bruzdę. Pamięta, jak Magna wybiegała z pokoju z prezentem dla brata, uradowana, że Lexie zapomniała zabrać swojego i musiała wrócić do pokoju. Później usłyszała krzyk matki i wszystkich gości, którzy uciekali z przyjęcia. Samiczka stała na schodach, patrząc jak w domu zostaje tylko jej rodzina i kilkunastu reduktorów. Aqua wtulona w matkę, przed nią dragon i ojciec, zasłaniający je ciałem, Magna w łapach jednego z potworów i jego tryumfalny uśmiech. Jedyne co mogła zrobić Lexie to stać i patrzeć sparaliżowana strachem. Zabójcy działali szybko i sprawnie. Zabijali z uśmiecham na twarzy i bez najmniejszych skrupułów. Jej serce pękało, gdy widziała, jak jej siostra zostaje poćwiartowana, a ojciec pozbawiony głowy. I to co uderzyło ją najbardziej, to widok wampira, który przyprowadził ich do jej domu. Przyjaciel Dragona, najlepszy przyjaciel, wydał ich na śmierć. Lexie stała tak i patrzyła, czekała, aż wreszcie znajdą i ją, ale to się nie stało. Poczuła ręce na swoich ramionach i psańca ciągnącego ja z dala od tej sceny. Jak otępiała szła z nim, nie wiedząc dokąd ja prowadzi. Później pamięta tylko ból i ciemność w swojej duszy. I obraz domu następnej nocy. Dom wydawał sie nietknięty, ale był pusty i zniszczony od środka. Ciała jej rodziny spopielone na trawniku przy fontannie i ciało małej pre-transki, które ciągle było w ramionach jej matki.

Tamto wydarzenie, na zawsze ją zmieniło. Odebrało jej, całą pogodę ducha, szczęście i uczucia, jakie miała. Nienawiść i wściekłość zawitały w jej sercu. Wampir, który ich zdradził zapłaci za swoje czyny.
Zajęło jej to kilka lat. Nauka sztuk wali, zmiana swojego wyglądu i podejścia do ludzi i wampirów. Stawała się coraz bardziej niebezpieczną istotą, która otaczała się prawdziwym mrokiem.
Zabicie zdrajcy, przyniosło jej ogromna frajdę. Czuła jego ból i strach przed śmiercią, która zadawała powoli i z rozmysłem przeciągała jego koniec. Weszła do jego domu niezauważona, prześlizgnęła się obok ochrony, która była bardzo marna. Zabicie dwójki ludzi, nie było trudne, po prostu skręciła im karki i po kłopocie. Dwa martwe ciała ukryła przed resztą służby. Dyskretni i z rozmysłem mordowała po kolei członków tego domu. Na koniec zostawiając sobie właściciela i jego żoneczkę. Młoda samiczka była przerażona, smród jej strachy był obrzydliwy, wywołał na twarzy Lex uśmiech, zły i podły. Jedno szybkie cięcie i z gardła dziewczyny trysnęła krew, która zalała twarz Lexie, zlizała z warg czerwoną ciecz i przerzuciła swoje spojrzenie na samca. Chyba jej nie poznał, przynajmniej nie od razu. Nauczona zasad dobrego wychowania przedstawiła mu się, posyłając przy tym szyderczy uśmiech, wtedy pierwszy raz poczuła zadowolenie ze zmiany swojego życia. Widząc panikę w oczach samca, jego jęki i błagania, by go nie zabijała. Jej śmiech rozbrzmiewał w całym domu, nie był to jednak uroczy niewinny śmiech, jaki do tej pory miała. Był to śmiech pełen goryczy, nienawiść i zła. Wolnym krokiem podeszła do klęczącego samca. pierwszy cios był tylko zapowiedzią i obietnicą nadchodzącej powolnej i bolesnej śmierci. Z rany na klatce piersiowej zaczęła sączyć się krew, mocny kopniak w brzuch i samiec leżał zwinięty na podłodze. Zwinnym ruchem obezwładniła go i przytrzymała jego szamoczące się kończyny. Błysnęły jej kły, które sprawnym ruchem przebiły się przez jego gardło. Jego krew była dla niej jak trucizna, nie mogła jej wypić, czuła wstręt do tego mężczyzny. Rozdarła więc jego krtań. Ofiara krzyczała i krztusiła się. Lex trzymała go w żelaznym uścisku, nie miał szans na oswobodzenie, jeśli tego nie chciała. Szepcząc do niego słowa, w których wyrażała, jak bardzo go nienawidzi podniosła się i zaczęła ciąć jego ciało. Drobne ranki pojawiały się co chwila w nowych miejscach. Z każdej kończyny i miejsca na jego ciele sączyła się maleńkimi stróżkami krew. Ran było tak wiele, że nie było możliwość zatamowania ich i uleczenia. Czerwona rzeka zabarwiła cały dywan, Lex patrzyła jak z samca uchodzi życie, jak resztkami sił błaga o litość. Ani w jej oczach, ani jej czynach nie znalazł litości, nie zakończyła jego cierpienia. Czekała, czekała aż cała krew wypłynie z padalca, widziała jak gaśnie, jak traci siły i wreszcie umiera. Widząc co uczyniła, ni odczuła żadnej skruchy, nic. Patrzyła pustym wzrokiem na ciał i nic nie czuła, była jak otchłań bez dna, gdzie istnieje tylko mrok i nie żałowała swego czynu. Zanim opuściła dom wroga, zniszczyła wszystkie dowody swojej obecności, dom stanął w płomieniach. Drewno skwierczało i trzaskało, zapach śmierci zagubił się w kłębach dymu. Wampirzyca zniknęła równie szybko, jak się pojawiła.

Po pierwszym morderstwie, reszta poszła jak spłatka. Zaczęła samców traktować przedmiotowo, tak, jak bydło, do własnych potrzeb. Jakoś nie zauważała, że i oni mają jakieś tam uczucia, czy coś takiego. Nawet znalezienie sobie samca do karmienia nie okazało się takie trudne, jak początkowo sądziła. Zmieniła towarzystwo, do zabaw, więc na arystokratyczne wampy nie miała co liczyć. Półświatek okazał się być bardzo pomocny w tych sprawach. Przywódca zbuntowanych wampirów, który mieszkał w Londynie idealnie się do tego nadawał. jak lex go poznała, to proste, dzięki pierwszemu zleceniodawcy. Jakiś młody i nieopierzony wampir, poprosił ją o zlikwidowanie, bardzo przeszkadzającego mu człowieka. Zniszczenie ludzika, było banalnie proste w porównaniu z wybiciem wampirzego rodu, więc samiczka zrobiła to bez wahania. jak się później okazało, był to bratanek samca z Londynu, który zainteresował się Lexie, nie tylko ze względów estetycznych. Młoda i niebezpieczna wampirzyca, pasowała by do niego jak ulał, tylko, że jakoś jej nie zależało, na stałym partnerze. Jednak jeść musiała, za możliwość dossania się do jego tętnicy, ona sprzątała dla niego bałagan. Ta współpraca była nader udana. Ona miała kasę i żyłę samca, on.. mógł na nią popatrzeć i skorzystać z jej morderczego talentu i nic więcej. Samica wychodziła z założenia, że nie miesza się interesów z przyjemności, bo później wszystko trafia szlak.
Jedynym jej bliskim osobnikiem został, nie jaki Aidan. Wampir z krwi i kości, podobnie jak lex lubił się zabawić i pozabijać czasami. Zdarzało się, że razem pracowali i sypiali, ale bez kąsania. Oboje mieli tyle oleju w głowie, by się nie wiązać. Seks, praca tak, wymiana krwi zdecydowanie nie. I tak to trwało, przez długie lata. Obiecali sobie, że żadne z nich nie przekroczy tej granicy, bo żadne z nich nie chciało czegoś takiego jak związek. Sytuacja trochę się zmieniła, gdy Aidan został poważnie poszkodowany, wtedy i to był jedyny raz, gdy Lexie dała komuś swoją krew, i jedynym ratunkiem było natychmiastowe dokrwienie go. Później, jeszcze kilka krotnie pomogła mu w ten sam sposób, nie zniszczyło to ich przyjaźni, ale coś się jednak zmieniło, czego żadne nie mogło zaakceptować. Po tym jak Aidan doszedł do siebie i był w stanie znów zajmować się tym, co umiał najlepiej, postanowili, że ograniczą swoje kontakty. Przerzucenie się na kontakt listowny, a później w dobie techniki, na telefon, okazało się idealnym rozwiązaniem. Oczywiśc w razie kłopotów, lu trudniejszego zadania wspierali się, ale to było już bardziej sporadyczne niż kiedyś. Wszystko się zmienia, mija i się rozpada. Lex nie chciała, by Aidan odszedł, bo okazał się dobrym przyjacielem, dlatego wolała zmienić relacje i chyba była dobra decyzja.
Bycie na usługach jednego gnoma nie było czymś co by satysfakcjonowało Lex. Szukała więc nowych wrażeń i zleceń, dzięki którym, mogła by się wyszaleć, pod każdym względem. Tak też się stało, w pewien piękny mroźny dzień w Szwajcarii. Samiczka miała pozbyć się młodego samca, który przygruchał nie tę samiczkę, co powinien. To był jego błąd, duży. Dziewczyna była córką jej szefa z Londynu i młody nieopierzony intelektualista. Lexie miała go zbałamucić i to na oczach samiczki, no a później oczywiście pozbyć się delikwenta. To było nawet ciekawe zadanie, które bardzo przypadło jej do gustu, bo okazało się, że samczyk był niczego sobie.
Zdobycie zaufania samca trochę czasu jej zajęło, ale nie było niemożliwe. Mroczna i seksowna wampirzyca, była czymś o czym każdy samczyk w jego wieku marzy. Zwłaszcza, jak okazuje mu zainteresowanie, to już koniec. Zapomniał o swej ukochanej, na tę jedną jedyną noc, która kosztowała go więcej niż utrata kochanej. Młoda samiczka widział, jak jej luby opuszczał przyjęcie z blondynką, obejmują, albo raczej macając ją przy wyjściu. I to był ostatni raz gdy go widziała. Lex zaprowadziła samczyka do hotelu, taniego, gdzie nikt nie zadawał pytań i nie przygląda się gościom.
Chwyciła go za szmaty i pociągnęła w stronę pokoju. Co się będzie szczypać? Jakoś nie ma ochoty na takie gierki, w kochanie, cukiereczku i inne chujostwa. Otwarła drzwi pokoju i wepchnęła chłopaka do środka.
- Właź. - Zakomenderowała. Oj ona lubiła rządzić, oj tak bardzo to lubiła. A samiec nie stawiał oporu, więc.. nie było aż tak zabawnie, jak mogło by być, gdyby się postawił.
- No dobra mały.. - Złośliwy uśmiech pojawił się na jej twarzy.. pchnął go w stronę łóżka. Ciało bezwładnie opadło na pościel... Lex stanęła nad nim i patrzyła na niego, był jakiś taki.. No sama nie wiedziała jaki. Wolałaby żeby się stawiał, byłoby wtedy fajniej, bardziej brutalnie i tak dziko.. a tak? Młody zrobił dziwną minę, rzucając jej wrogi spojrzenie, po tym co uczyniła. Lex wybuchnęła gromkim śmiechem, no po prostu nie wyrobiła. Jaki on jest zabawny... urażony? No nie, to jakieś jaja.
- Nie zgrywaj cnotki - dodała już bez śmiechu, za to ze wzrokiem.. wrednej suki, którą była. - Moje towarzystwo Ci ... nie odpowiada - zmysłowy głos samiczki, to oczywiście ściema, ale i tak działa na facetów, naiwne istoty. Nawet wampiry myślą częściej tym, co mają między nogami, niż mózgiem. Podparła ręce pod boki i odchylając głowę w bok, patrzyła na leżącego chłopaka. No no, nie ma co... no chyba jej się nie boi? haha A może jednak powinien. Lex miała na sumieniu wielu mężczyzn, głównie martwych. Widać było, że się wkurzył, no i bardzo dobrze. Zabawa z mazgajem. nie była fajna. Samica lubiła ostro pogrywać. Wskoczyła na łóżko i unieruchomiła go udami, biedak się nie ruszy. Zawisła nad nim z wyrazem twarzy.. no wiecie, taki zwycięskim. Przejechała dłonią, po jego klatce piersiowej, zatrzymując się na chwilkę, przy spodniach. To nie trwało jednak za długo i po chwili jej dłoń wylądowała na jego członku. Pod delikatnym dotykiem kobiecej dłoni.. stawał mu na baczność. Nie uszło to jej uwadze, no i oczywiście jej zadowoleniu. Suka była dobra w te klocki i miała przy tym zawsze dobry ubaw.
Liznęła jego wargi, by po chwili lekko przygryźć tę dolna. Oj tak zabawa się rozpoczyna. Pozycja horyzontalna, na plecach jej nie odpowiadała, ani trochę. Jednak, dla celów, wyższych na razie w niej pozostawała. Zdjęła koszulkę Hadesa, przejechała pazurkami po torsie, gdzie zostały ślady, uu fajnie. Zsuwając coraz niżej ręce rozpięła spodnie samczyka, on był już prawie goły i wesoły, ona nadal w skórzanym wdzianku. Będzie zabawa. Jego zachłanna żądza była wyczuwalna w powietrzu. Przeturlał się z nią i teraz to samiczka leżała na plecach. Wyślizgnęła się z jego uścisku, co umożliwiło powrót, do poprzedniej pozycji. Lex ją jednak lekko zmodyfikowała, bo teraz jej głowa znajdowała się na wysokości jego penisa. Rzuciła tylko przelotne spojrzenie, na twarz samca, puściła oczko i.. polizała jego członka. Pieszcząc przy okazji żołądź jedną ręką. Widać jednak było, że samczyk chce być panem sytuacji, i niech tak sobie myśli, przynajmniej póki jeszcze może oddychać. Pozwoliła mu się tymczasowo zdominować. Poczuła, jak samczyk się w nią wsuwać, no zaliczył pierwszą bazę, niech mu będzie. Demoniczna sucz, jęknęła, gdy młody, zaczął ją posuwać. Co jak co, ale ubogi w środki nie był, miał co wpychać mahaha Oplotła go swoimi nogami, unosząc biodra ku górze. To ułatwiło dostęp do niej i sprawiło Lexie więcej przyjemności. Pazurki zatopiła w jego ramionach, w pewnym miejscu pojawiła się krew, którą zlizała dokładnie. Jęknął, czując napięcie w mięśniach oraz palce samicy na swym ciele. Lekki ból stłumił, przygryzając wargę, trochę nieopatrznie bo i z niej ściekło kilka kropelek. Odgarnął włosy z czoła i bez ceregieli wpił się w jej szyję, bez jakichkolwiek obaw i zbędnych delikatności. Chciała, to ma. Od niej zależało, co dalej z tym zrobi, bo on jak na chwilę obecną był całkiem zadowolony. Proszę, proszę, ktoś tu pokazuje pazurki, albo raczej kły. Po tej chwili, brutalnej szarpaniny samica odepchnęła go od siebie. Zarzuciła mu jednak nogę, na ramię, a bóg już wiedział co ma dalej robić. Był bystrym chłopcem i zabawy łóżkowe nie były mu obce, no i bardzo dobrze. Podczas tych igraszek pozwoliła mu na jeszcze jeden akt dominacji, pozwoliła mu się wziąć od tyłu. Och i to by było na tyle jeśli chodzi o przewagę chłopca. W ciągu następnych paru sekund, Lex przystąpiła do akcji. Ku jego zaskoczeniu, zeskoczyła z łóżka i rwąc na pasy obrus wróciła na miejsce. Dwa pierwsze pasma tkaniny wylądowały na nadgarstkach. Upss biedak chyba nie zajarzył co się dzieje, kolejny strzęp tkaniny, posłużył jako opaska na oczy.
- No to teraz moja kolej na zabawę - szepnęła mu do uch, siadając na nim. Najpierw gładził płynnymi ruchami jego tors, by dopaść jego sutki. Językiem zaczęła kreślić koło, najpierw na jednym, później na drugim. W tym samym czasie jedna z jej rąk, oplotła jego członka. Powolnymi ruchami doprowadzając do erekcji. Jej cichy śmiech, to było jedyny dźwięk jaki z siebie teraz wydała, za to samczyk, jęczał i wił się z rozkoszy. Po tej krótkiej grze wstępnej dosiadła młodego i zaczęła się poruszać w rytm jego serca. Najpierw dość powoli, później coraz szybciej. Ta noc była długa i bardzo burzliwa. Lex dała czadu.. dogodziła i sobie i samcowi. Tak oględniej mówiąc zamęczyła biedaka, bo sama, to wiadomo, że to niewyżyta suka. Ona sam spożytkowała energię i zaspokoiła swoje potrzeby wbijając kły w jego ciało i karmiąc się nim do woli. nie przejmowała się tym, że zrobi mu krzywdę, bo miała ją zrobić.
Gdy jeszcze było w nim życie, jeszcze słychać było bicie serca, stanęła nad nim i ubrała się. On leżał na łóżku, nie mogąc się ruszyć skrępowany, prosił o pomoc, więc w ostatnim geście litości, zakończyła jego żywot, przebijając mu serce sztyletem, który miała wśród sowich rzeczy. Wytarła swoje ślady bytności w tym pomieszczeniu i wyszła z pokoju. Wszystko było jak należy, tak jak życzył sobie tego zleceniodawca. Tylko jak się później okazało, z tym samczykiem, to nie było do końca tak. Lex została nieładnie oszukana, co jej się bardzo nie spodobało. Postanowiła, że przestanie pracować, znaczy zabijać dla Londyńczyka. Oczywiście, krew od niego nadal brała, bo wyraził na to swoją zgodę, jednak.. to było tylko tyle.
Włóczyła się później po świecie, imając się różnych zawodów, głównie, takich mniej milusich. Nocne życie, złej suki płynęło bardziej leniwie. Zatrudniła się do pracy w barze we Francji, ale ciemne menty zbyt często ją tam poznawały i nie dawały spokoju. Jedynym rozwiązaniem było przenieś się do Ameryki, która stała się bardzo rozwinięta i bogata. Po zwiedzeniu większych miast, gdzie również natykała się na znajome twarze i nie do końca lubiane. Jedynym rozsądnym wyborem było udać się do małej koloni, gdzie nie była by tak bardzo rozpoznawalna, przez znajomków z Europy.
Taki tez zrządzeniem losu Lexie trafiła do Caldwell i do baru Zero Sum. Początkowo, nie była tym zadowolona, ale.. z biegiem czasu przyzwyczaiła się do tego życia i współpracy z wszystkimi w barze. I może dale jej czas by tak mijał, gdyby nie spotkanie pewnego samca, jednak dalej to już wiecie co było...
Powrót do góry Go down
 
Lexie story
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Bractwo Czarnego Sztyletu :: Postacie :: Strefa Postaci :: Retrospekcje-
Skocz do: